Na czym polega hodowla rodowodowej kociej rodziny? Nie mam zbyt dużej wiedzy na ten temat. Jednak jestem pewna tego, że hodowcy wkładają wiele pracy w to, żeby małe puchate żyjątko miało dobry start w przyszłość. Wielu z nich przywiązuje się do swoich podopiecznych, dbają też o to, by w ich nowym domu czuły się bezpiecznie. W pełni ich rozumiem.

Czy cena kota brytyjskiego jest wygórowana?

koty brytyjskie na sprzedażKot to bezcenny przyjaciel, nawet jeżeli hodowcy potrafią tę przyjaźń określić za pomocą pewnej sumy pieniężnej, to zdaję sobie sprawę, że jest to wynik wszystkich inwestycji, jakie poczynili opiekunowie w pierwszej fazie życia kociej rodziny. Wymagana jest specjalnie zbilansowana karma dla kociąt tej rasy, a także badania lekarskie dla mamy i potomstwa. Kiedy ja dowiedziałam się, o ile zwiększył się budżet hodowców po oddaniu nam Kluchy byłam lekko zszokowana, jednak nie trwało długo. Poszperałam trochę, i okazało się, że i tak zmieściliśmy się w dolnym przedziale cenowym. Cena 12- tygodniowego kocięcia oscyluje między 2000, a 2500 zł. Obejmuje ona szczepienia i wszystkie zabiegi zdrowotne kotka, poza sterylizacją- tą opłatę dodatkowo uiszcza nabywca. W sieci znaleźć można rzecz jasna oferty poniżej wymienionej ceny, jednak często zdarza się, że są to hodowle niezarejestrowane i mimo tego, że są to koty brytyjskie na sprzedaż, to musimy liczyć się z tym, że nie będą one posiadać rodowodu. Jeżeli jednak sam tytuł nie jest dla nas najważniejszy, możemy pominąć tę kwestię. Najważniejsze jest, aby poznać dotychczasowego opiekuna kociąt i zapoznać się z samymi zwierzętami. Jest to szczególnie ważne ze względu na to, że sierść kotów brytyjskich silnie uczula, wymagany jest więc świadomy wybór. Odpowiedzialni hodowcy są również w stanie rozpoznać impulsywną decyzję o adopcji, w tym wypadku mają prawo odmówić oddania kota w ręce zainteresowanego.

Minęło kilka lat, w ciągu których szczerze pokochałam moje kocisko. Jest uparta, leniwa i (nad czym ubolewa moja babcia) nie jest w stanie nawet myszy łapać, ale to moje małe stworzonko, którym zajmowałam się od kiedy była malutkim „tygryskiem”. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że ponownie wydałabym żądaną przez hodowcę sumę. Bo tak. Dla niej. Dla nas obu.